|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Czy w internecie sprzedawać jest łatwiej?
Tegoroczne Spotkanie Grupy Allegro, choć przygotowane z mniejszym rozmachem niż rok temu, było dla mnie ciekawe ze względu na panele dyskusyjne i prezentację Artura Waliszewskiego. Artur Waliszewski, który pracuje w Google jako Country Business Manager przygotował prezentację na temat trendów w polskim i światowym e-commerce.
Prezentacja odbyła się ponad miesiąc temu, więc nie pamiętam jej w szczegółach, ale to co najbardziej utkwiło mi w pamięci to pozytywny przekaz. Artur Waliszewski powołując się na dane eMarketera dowodził, że: a) internet postrzegany jest jako miejsce, gdzie kupować można taniej, b) internet w czasie recesji staje się coraz powszechniejszym miejscem do robienia zakupów - klienci chcąc dokonywać racjonalnych zakupów mogą w sieci wyszukiwać informacje o produktach, porównywać oferty etc. Konkluzja Artura Waliszewskiego była taka, że pomimo niesprzyjającego okresu internetowe biznesy mają wciąż przyszłość przed sobą. Sprzedawcy mogli usłyszeć, że pomimo możliwych spadków sprzedaży aktualnie ten kanał sprzedaży nabiera coraz większego wymiaru. Na koniec Artur Waliszewski dodał, że generalnie w internecie sprzedawać jest łatwiej. Czy na pewno w sieci sprzedawać jest łatwiej? Prezentacja była skierowana głównie do małych przedsiębiorców - super sprzedawców na Allegro czy też właścicieli niewielkich sklepów internetowych. Co jakiś czas piszą do mnie ludzie, którzy pewnie gdzieś tam siedzieli i słuchali tej prezentacji i pytają mnie czy tak naprawdę warto ten sklep internetowy zakładać. I szczerze mówiąc sam nie wiem co im odpowiadać. Kilka ostatnich dni spędziłem nad polskim morzem. Mieszkałem w miejscowości, którą trudno uznać za kurort. Poza sezonem mieszka tam 500 osób. W sezonie jest jednak sporo urlopowiczów. Codziennie odwiedzałem pobliski sklep spożywczy. Sklep jak sklep - towar podawany przez sprzedawcę, jedno stanowisko kasjera. Na sklep zaadaptowano parter domu. Najbliższa konkurencja jakieś 500 metrów dalej. Interes zdecydowanie rodzinny - pracowały tam trzy pokolenia. To co można powiedzieć o tym sklepie, to długie kolejki każdego dnia. Żeby zostać obsłużonym trzeba było czekać często kilkanaście minut. Klienci wracając z plaży tłumnie odwiedzali sklep w poszukiwaniu napojów czy jedzenia. Myślę, że dziennie sklep mógł realizować ok. 500-1000 transakcji przy średnim koszyku na poziomie kilkunastu złotych. To daje obrót około 250-500 tys. złotych miesięcznie w sezonie. Ceny oczywiście raczej wyższe niż niższe. Sklep działa od kilku miesięcy. Nie trudno obliczyć, że przy marżach 25-30% opisywana rodzina zarobi z nawiązką na cały rok poza sezonem prowadząc sklep dla mieszkańców miejscowości. Koszt uruchomienia tego sklepu to pewnie około 70 tys. złotych. W jego przypadku kluczowy czynnik sukcesu jest chyba tylko jeden - lokalizacja - w miejscu, gdzie wiele osób wraca z plaży do kwater, blisko ulicy, widoczny szyld, z dala od innych sklepów, zwłaszcza dyskontów czy hipermarketów. Pozostałe elementy biznesu takie same jak wszędzie. Być może właściciele tego sklepu przed podjęciem decyzji o jego założeniu pomyśleliby tak jak wielu innych - "po co zakładać sklep w miejscowości, gdzie mieszka na co dzień 500 osób, załóżmy w internecie, będziemy sprzedawać 38 milionom Polaków". Abstrahując już od tego jak trudno w sieci sprzedawać artykuły spożywcze nawet gdyby zainwestowali te 70 tys. w inną branżę wcale nie byłoby łatwiej. Rynek nieporównywalnie większy, ale konkurencja również. Asortyment musi być większy, przez co logistyka znacznie trudniejsza. Promocja też trudna - te wszystkie wyszukiwarki, Adwords'y, porównywarki - o tym trzeba mieć pojęcie, a to nie jest takie proste i trudno wejść w ten biznes "z ulicy" bez potrzebnej wiedzy. Marże niższe. Inny przykład - apteki internetowe. Artur Kurasiński uruchomił swoją aptekę internetową ponad rok temu. Nie wiem jak mu idzie, ale jego największy konkurent - Domzdrowia.pl po ponad 5 latach działalności za 2008 rok ma blisko 800 tys. złotych strat. Coś tu jest nie tak... Jeśli Artur rzeczywiście wydał na swoją aptekę 200 tys. złotych, to w tej kwocie mógłby założyć niezłą, własną, zwykłą aptekę zatrudniając farmaceutów. Mógłby liczyć na obroty nieco ponad 100 tys. złotych miesięcznie, co przy średniej zyskowności 7% (uwaga! dane z 2001 roku) daje stabilny biznes na lata (w moim mieście jest kilkanaście aptek i nie słyszałem, żeby któraś z nich zbankrutowała w ostatnich latach). Do czego zmierzam? Wielu przedsiębiorców porywa się z motyką na Słońce uruchamiając sklepy w internecie. Skuszeni niskimi barierami wejścia, niewielką inwestycją i "pracą w domu" szybko przekonują się jak trudno o kolejne zamówienia. Inni prowadzą swoje biznesy tak jak na SGA mówił Rafał Agnieszczak - wstawiają produkty do porównywarki ustalając minimalną marżę, a następnie wiszą na telefonie i pytają dostawców o dostępność towaru. Choć właściciel jednej apteki tradycyjnej czy jednego sklepu spożywczego milionerem nie zostanie raczej nigdy, to ma stabilny dochód. A o to przecież większości małych przedsiębiorców chodzi, prawda? Jeśli chcesz założyć swój sklep w sieci pamiętaj, że to nie jest takie proste i przyjemne, jak wielu myśli. Może lepiej zostać przy spożywczaku? Jaka jest Wasza opinia? niedziela, 02 sierpnia 2009, kck
TrackBack
Komentarze
2009/08/02 17:45:38
Moim zdaniem - warto. Tylko trzeba pamiętać o jednym: otwierając sklep w realu zawsze można liczyć na przewagę wynikającą z prostego faktu, że może do nas klient będzie miał po prostu bliżej albo bardziej po drodze. W internecie samo uruchomienie sklepu rzeczywiście jest bardzo proste, ale i bardzo niewiele daje: bo tak samo po drodze klientowi jest do naszego konkurenta (a może nawet bardziej, jeśli jest dobrze wypozycjonowany). Otworzyć sklep - razem z załatwieniem formalności - można w tydzień, a prawdziwa "jazda" zaczyna się dopiero później. Uważam, że aktualnie kluczem do sukcesu dla osób z niewielkim kapitałem poczatkowym jest po pierwsze założyć sklep inny, wyróżniający się: wejście w niszę, jakieś naprawdę przekonujące USP, oryginalna identyfikacja sklepu. Otwieranie po prostu kolejnego sklepu z książkami, koszulkami, czy agd raczej się nie sprawdzi. A po drugie - być albo nie być dla sklepu internetowego to sprawny marketing. O ile w przypadku niewielkich sklepów "naziemnych" dobry marketing może pomóc, o tyle w przypadku sklepu internetowego - warunkuje przeżycie. W moim przekonaniu każdy zainteresowany otwarciem sklepu internetowego powinien równie mocno jak e-commerce interesować się e-marketingiem.
2009/08/02 22:39:58
Bardzo podobnie (lecz bez podania konkretnych cyfr czy wyliczeń) wypowiadałem się na ten temat na swoim blogu na początku 2008 roku - ekomercyjnie.pl/polski-e-commerce-obrotem-stoi/.
Teraz ta kwestia jest jeszcze bardziej widoczna - z jednej strony firmy chcą wejść do internetu, bo przecież teraz każdy handluje w sieci i nie może nas tam zabraknąć, a z drugiej strony są kompletnie nieprzygotowane do takiego sposobu sprzedaży czy obsługi klienta. Zamiast ruszania ze sklepem można zawsze zacząć od strony-wizytówki (ale trochę bardziej rozbudowanej) i próbować przyciągnąć na nią ludzi, a dopiero później uruchomić sprzedaż "na sztuki". To może nie jest idealne rozwiązanie, ale na początek powinno wystarczyć (w końcu internetu też się trzeba uczyć:))). 2009/08/02 22:45:19
@Krzysztof Bartnik - Rzeczywiscie, zapomnialem o tej notce. :-) Przyklad z pustynia idealny - lepiej bym tego nie ujal.
2009/08/02 23:45:08
Co do postawy Pana z koporacji G to się nie dziwie. Musi promować swoje usługi wszak więcej handlujących w sieci większa szansa korzystania z ich programu reklamowego :) A co do przykładu z sklepem nad morzem to ja najbardziej trafiony. Mój sąsiad w bloku ma spożywczak. Zatrudnia dwie osoby i sklep pracuje 7 dni w tygodniu Ma obrót około 1,5 ml rocznie. Do tego godziwy roczny zarobek i wychodzi na swoje. A w necie przy takim obrocie ciężko wyjść na swoje, trzeba się naprawdę postarać i mocno główkować :) Stopień skomplikowania biznesu myślę większy, konkurencja znacznie większa a zarobek nie koniecznie lepszy :) W necie po prostu skończył się już czas amatorów bez solidnej ciężkiej pracy nie zarobisz mimo nadal niskiej bariery wejścia, która z roku na rok podnosi się.
2009/08/03 09:35:58
Generalnie to jestem za a nawet przeciw :)
Nie uwzględniłeś jednej bardzo waznej rzeczy, którą dysponuje rodzina. KAPITAŁ :) Kapitał w Twoim przykładzie zgromadzony jest w postaci: dobrej lokalizacji oraz towaru. Dodatkowo jeszcze trochę know-how co do tego kiedy i co się sprzedaje. Za ile klienci są w stanie kupić, a za ile nie. Spróbuj doliczyć koszt zakupu ziemi nad morzem przy promenadzie, wybudowania sklepu, zatowarowania i napisz proszę jaki jest jego koszt. Co nie zmienia faktu, że zgadzam się - trzeba mieć pomysł na niszę w rynku, dobry asortyment i trochę szczęscia. Internet dawno przestał być kurą znoszącą złote jaja. 2009/08/03 09:58:09
@plutecki.net - trafna uwaga, ale ja tez zadam pytanie. ;-) Jaki kapitał (rozumiany jako pieniądze + CZAS) musiałaby mieć ta rodzina, żeby w ciągu kilku miesięcy zbudować sklep internetowy, który (nawet na czas dwóch miesięcy) wygeneruje 0,5 mln sprzedaży miesięcznie przy zwrocie z inwestycji takim jak w zwykłym spożywczaku. No i dalej ile czasu potrzeba, żeby sklep internetowy generował standardowy obrót sklepu spożywczego? Na pewno nie kilka miesięcy. I chyba warto o tym pisać.
2009/08/03 11:13:35
W mojem branży problemem jest "hurtownia spożywcza" a nie sam spożywczak :)Niskie bariery wejścia oraz szybki proces uruchomienia sklepów powodują, że hurtownie lub importerzy czując spadek obrotów tradycyjnymi kanałami - uruchamiają własne sklepy on-line. Jak zauwazył Pan Krzysztof Bartnik - robią to przeważnie nieudolnie oraz ze szkodą dla dotychczasowych odbiorców. Uważając po pierwsze, że skrócenie kanału dystybucji nagle poszerzy magicznie rynek zbytu. Po drugie, że sprzedaż w necie to nic trudnego.
Gdyby były to np. sklepy firmowe mające przede wszystkim reklame marki lub produktu było ok - niestety na ogół jest tylko zaniżanie cen. @kck proponuje kiedyś notkę o rozwiązaniu łączonym - sprzedaż w sieci plus tradycyjny punkt - korzyści, zalety i wady :)
Gość: sven, corporate.premiumtv.co.uk
2009/08/03 13:23:12
mysle ze warto wejsc w sklep internetowy jesli sie faktycznie ma to cos czym bedziemy wyrozniac sie od konkurencji. Cena juz raczej niewiele ugramy wiec pozostaje produkt (jego unikalnosc) i obsluga klienta. Szczegolnia ta ostatnia czesto zaniedbywana jest przez sklepy internetowe - szczegolnie male. Fakt, ze czasem mozna pomyslec ze taki spozywczak to nawet Pani Helenka moze zalozyc, ze jest latwo i prosto... sklep internetowy wymaga juz nie malej wiedzy jak juz ktos wczesniej powiedzial: dobrego marketingu. Uwazam ze sa jeszcze nizsze do wypelnienia i mozna spokojnie biznesy rodzinne prowadzic w necie.
2009/08/03 13:41:51
@sylwia_pk - Problem, który poruszasz jest istotny. Jest kilka branż, w których widać to aż za bardzo. Co do tekstu o punktach odbioru - bardzo chętnie napiszę, ale na konkretnym przykładzie. Jeśli masz jakieś doświadczenia daj znać mailem.
2009/08/03 14:13:44
Poprzeczka leży na ziemi co wcale nie oznacza, że jest łatwo :-)
2009/08/03 14:15:19
W kwestii jedzenia: po co kupować w Internecie coś co ma się pod domem?
2009/08/17 22:28:50
(1)
to nie jest kwestia okreslenia czy w internecie sprzedaje sie latwiej czy nie. wszystko sie liczy. gdyby na wybrzezu zamiast sklepu spozywczego ta sama rodzina otowrzyla ksiegarnie, to ich konkurent ulokowany 500 metrow dalej bardzo by sie cieszyl patrzac jak kliencie wala do niego drzwiami i oknami po wode mineralna i lody... a nasi bohaterowie szybko by zbankrutowali....wszystko sie liczy a najbardziej analiza otoczenia pod katem konkurencji... zaczne od metafory izomorficznej (trudne słowo ;) ) : 100 lat temu, zeby otworzyc fabryke samochodow, wystarczyło miec : tokarke i strugarke do metalu. oczywiscie pomijam drobnice typu mlotek, wiertarka etc. chodzi o to, ze 100 lat temu, zeby wyprodukowac samochod wystarczyly podstawowe narzedzia i wiedza techniczna okraszona motywacja (zarobienie pieniedzy, bycie wielkim innowatorem etc etc). przez jakis czas to naprawde wystarczylo, pojawiali sie co rusz rozni producenci wypuszczajacy coraz to nowe modele samochodow. to byly romantyczne czasy, kiedy branza motoryzacyjna byla w cyklu wprowadzenia i rozwoju. ale potem pojawil sie Pan Ford , ktory odkryl, ze jesli ma byc sukces finansowy (no oczywiscie, jego misja bylo dostarczenie samochodu kazdemu amerykaninowi, ale poniewaz on sam byl z ameryki, wiec sukces finansowy musial byc w tle mocno obecny), to nie mozna sie bawic w manufakture w piwnicy. wiec wymyslil linie produkcyjna, za tym musialy pojsc inne rzeczy - przy duzej skali produkcji istotne zrobily sie kwestie np.niezawodnosci, z czego wynikaly rosnace naklady na rozwoj technologii. i to wykonczylo manufaktury. dzisiaj , aby wystartowac z wysokonakladowa produkcja samochodow - no sory, ale oprocz pieniedzy potrzebna jest jeszcze masa innych rzeczy. kumulacja wiedzy, pozyskanie zaawansowanych (kosmicznych) technologii etc etc etc, powoduje, ze jak pamietam, przyjmuje sie okresy okolo 20 lat jako realna perspektywe na wystartowanie i rozwiniecie nowego producenta na rynku samochodow. indyjski tata jest dobrym przykladem. koreanski daewoo tez, a przynajmniej byl, dopoki zle zarzadzadzanie nei doprowadzilo do bankructwa. 2009/08/17 22:33:26
(2)
e-commerce podlega tym samym prawom ekonomii, marketingu, cyklom życia - sa tacy , ktorzy protestuja w tym miejscu podkrelajac innosc e-commerce i lekcewazac ksiazki o ekonomii, zarzadzaniu strategicznym (a to polecam bardzo goraco, naprawde kazdy start-up powinien znac przynajmniej klasyczna metode analizy konkrencji wg.portera), ale jesli spojrzec z pewnego dystansu, przyjac pewne modyfikatory wynikajace ze specyfiki medium komunikacyjnego jakim jest internet, to okazuje sie, ze tak naprawde jak ktos umial wykonac cwiczenie umyslowe pod tytulem biznes w realu, to w necie poradzi sobie tym bardziej (podkreslam sformulowanie "cwiczenie umyslowe" - kopiowanie schematow swiadczy o zgnusniałym umysle i prowadzi do porazki, czyli ktos cwiczenia nie wykonal to tak naprawde sam nie wie dlaczego mu sie udalo w realu chociaz pewnie moglby napisac ksiazke o swoim sukcesie, a moze lepiej powiedziec o swoich wyobrazeniach, tymczasem wszystko to dzialo przypadku... ale to temat sam w sobie na odrebna pogadanke, bo nazywa sie to bodajze "bledem atrybucji"). a wiec e-commerce wszedl na rynek (faza wprowadzenia), rozwinal sie i rozwija nadal (faza rozwoju), ale nieublagalnie zbliza do fazy fazy dojrzalosci i to jest to co wlasnie w tej chwili zaczynamy obserwowac - konsolidacje, baknructwa, wzrasta waga marki etc etc. mysle, ze zaleznie od nasycenia branzy nalezaloby oceniac kazda indywidualnie pod wzgledem tego w jakiej fazie sie znajduje. sa branze mocno nasycone (IT, RTV, AGD, ksiazki ect) gdzie konkurencja i ssanie konsumentow szybciej pchaja je w rozwoju do fazy dojrzalosci i sa branze mniej nasycone gdzie w efekcie ten rozwoj jest wolniejszy (np.... hmm, no nie wiem, np: sprzedaz piecy grzewczych, czesci zamiennych do samochodow ciezarowych np - burty do przyczep, ale z drugiej strony trzeba pamietac, ze to nisze, kto pierwszy wszedl ten zachowa przewage konkurencyjna na dlugooo, dopoki sie nie pojawi innowator, ktory zrobi to samo mocno inaczej - oczywiscie w pierwszej kolejnosci przyjdzie zgraja takich co zaproponuja to samo, za nizsza cene, ale 95% z nich wypadnie z rynku w ciagu kilkunastu miesiecy). no i teraz dochodzimy do punktu takiego , ze w koncowej fazie wzrostu i pozniej w fazie dojrzalosci zaistniec nowym podmiotom jest coraz trudniej. wbrew temu co niektorzy pisza bariery wejscia (to jeden z punktow analizy konkurencyjnej portera) sa juz wysokie. bo bariery wejscia moga byc rozne (finansowe, ekonmia skali, sila marki, tzw koszty zamiany, dostep do kanalow dystrybucji i zaopatrzenia, dostep do technologii, bariery prawne. a wiec NIE TYLKO PIENIADZE !), nie tylko zwiazane z finansami - zaczyna sie liczyc bardzo mocno wiedza, kanaly zaopatrzeniowe ktore sie wypracowuje latami, znajomosc e-marketingu - niektore parametry sa trudno mierzalne, ale ich znaczenie jest ogromne, stad sie biora rynkowi eksperci zatrudnioani przez innych, oni maja wiedze, za tym idzie mniejsze ryzyko popelnienia bledu, za tym idzie swoboda w dzialaniu, szybszy czas wdrozenia jakiegos rozwiazania/pomyslu/kampanii - 100 lat temu na etapie strugarki i tokarki, nie mialo to takiego znaczenia. konkurencja byla tak mala, ze kazdy mial z gdubsza ta sama szanse. dzisiaj jesli nie masz bazy wiedzy o tym jak jak zbudowac rame i plyte podlogowa samochodu, to nie dopuszcza go do sprzedazy w europie bo nie przjedzie testow zderzeniowych, niedawno jakis chinski producent sie o tym przekonal... albo kupi ekspartow z toyoty, hyundaya czy daimlera (dlaczego nie... kwestia pieniedzy), albo spedzi nastepe 3 lata nadrabiajac dystans technologiczny. o ile wczesniej obecni na rynku mieli czas na nauke , tak teraz coarz silniejsza konkurencja powoduje, ze jak ktos nie ma duzego zapasu gotowki na pokrywanie strat wynikajacych z braku doswiadczenia, to nei przetrwa. kiedys konkurencji bylo mniej i nie czychala z kazdej strony na potkniecia innych. 2009/08/17 22:42:20
(3)
faktem jest , ze nadal sa stosunkowo niskie _bariery_finansowe_ przy otwieraniu "typowego sklepu" - tylko, ze typowy sklep nie moze sie niczym róznicowac wzgledem konkurencji - pozostaje mu walka cenowa. tu mozna wygrac : warunek jest jeden - staly, stabilny dostep do lepszych cen niz te do ktorych dostep ma konkurencja. sa branze w ktorych to sie udaje. sa takie w ktorych sie tak nie da - w tym przypadku pytanie : czy zrobiles analize i zastanowiles sie po co w to wchodzisz ?? jeszcze dlugo beda tacy co beda probowali - no bo przeciez rynek nie moze zastygnac w bezruchu, co jakis czas musza pojawiac sie nowe pomysly, nowi marzyciele, wiekszosci sie nie uda, ale w koncu bedzie taki co zrobi cos na tyle nowego (innowator) lub odkryje nowe mechnizmy zachowania konsumentow w necie, ze wygra i z merlinem i z amazonem... przyklad tego sklepu na wybrzezu jest bardzo fajny bo zwraca uwage na jedna rzecz : liczy sie rzeczowa, rzetelnie wykonana analiza srodowiska konkurencyjnego. pominmy to czy wlasciciele tego sklepu na wybrzezu ja wykonali czy nie. pewnie nie. ale patrzac z perspektywy dyskusji na blogu to najwzniejszy punkt : mala konkurencja lokalna, bardzo niskie bariery wejscia (praktycznie w kazdym punkcie), z grubsza stale zapotrzebowanie ze strony klientow w cyklach sezonowych, za tym idzie mozliwosc utrzymania stosunkowo wysokich cen ( nie chciwosc, ale kwestia przetrwania biznesu po sezonie do nastepnych wakacji). mozna by pewnie jeszcze dlugo to analizowac. pytanie zasadnicze : dlaczego im nie warto wejsc do netu i drugie pytanie dlaczego warto im wejsc do internetu? odpowiedz pierwsza jest taka : jest juz tyle sklepow, ktore umozliwiaja zakupy spozywcze przez net, ze wejscie nastepnego jest trudne bez duzych inwestycji w kampanie marketingowa, w wyskalowanie sprzedazy juz na starcie do takiego poziomu , aby zyskac lepsze ceny u dostawcow. po co majac duzo wolnego miejsca nad morzem pchac sie w ciasnote i duchote internetu, gdzie e-commercsy zaczynaja sie sciskac jak sardynki w konserwie? z drugiej strony dlaczego warto wejsc ? po to aby uwolnic sie od sezonowsci wybrzeza. po to , aby miec szanse przetrwania w sytuacji slabego sezonu - zimne deszczowe lato, przyjezdza 60% ludzi mniej... jak przezyc do nastepnego roku ? przeciez rynek zbytu to ta ulica ktora przebiega obok sklepu, jak ludzie nia nie przechodza to nie ma klientow. w ktora strone isc : znowu kwestia rzetelnej analizy otoczenia konkurencyjnego, oceny ryzyka, barier wyjscia (w przypadku porazki) etc etc. jest jeszcze jedna wazna rzecz : perspektywy WZROSTU .... ten lokalny sklepik jesli nie bedzie zmienial asortymentu nie przyniesie wiecej pieniedzy... pojemnosc tego rynku jest dosc latwa do oszacowania i stala... wiec na koniec dochodzimy do punktu o ktorym ucza w kazdej szkole prdukujacej dyplomy MBA : WCHODZ NA RYNEK/BRANZE/SEGMENT (zwal jak zwal, zalezy od perspektywy spojrzenia, czy ecommerce to branza, segment ? ) KTORY JEST W FAZIE WZROSTU i ktory ma przed soba perspektywy wzrostu jak najdluzsze. kiedy rynek jest w fazie dojrzalosci szukaj niszy wysokomarzowej, ale uwaga bariery wejscia sa wysokie, wiec naklady tez (nie tylko finansowe), wieksze ryzyko, wiec rozwaz bariery wyjscia (im mniejsze tym mniejsza w teorii strata zainwestowanego kapitalu) . jesli rynek jest w fazie schyłkowej ... nie pchaj sie, szkoda czasu i pieniedzy, biznesu wielkiego nie zrobisz. zwracam wasza uwage no to , ze historycznie w biznesie najdluzej trwaly/trwaja jednostki nastawione na ciagla ekspansje, amatorzy wczesnej renty (czy inaczej mowiac emerytury po 30tce) zaliczaja najaczesciej jeden strzal a pozniej zyja z odsetek , patrzac jak ich firmy sa wchlaniane przez innych innych inwestorow... ale to tez temat na odrebna pogadanke.... KONIEC ;)
Gość: gigi, aanm174.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/19 23:22:23
olellaris, i'm impressed...
Dopiero takie podejście do sprawy jak Twoje pokazuje, że wiekszośc ludzi zajmujących sie ecommercem robi to w sposób intyicyjny. A tutaj teoria przynosi często gotowe rozwiązania i nie ma potrzeby wymyślania koła na nowo. 2009/08/19 23:51:35
hmmm, wiesz @gigi, gdyby teoria przynosila gotowe rozwiazania to nie bylyby potrzebne takie blogi, wszystko mial bys podane na tacy. teoria tak naprawde podaje Ci pewne gotowe przetestowane metodologie, definiuje reguly, zasady dzialania - wszystko na podstawie obserwacji doswiadczen roznych biznesow w roznych warunkach. jesli sie z nia zapoznasz to po pierwsze oszczedzasz czs bo nie uczysz sie sam wywazajac czesto otwarte juz przez innych drzwi, po drugie zmniejszasz w ten sposob ryzyko bledu i porazki. i chyba to masz wlasnie na mysli.
tak, to prawda, ze obserwujac z dystansu wyglada na to , ze wiele startupow jest robionych przez ludzi nie majacych zadnego przygotowania do prowadzenia biznesu. a wiele istniejacych duzych ecommersow nie potrafi zdefiniowac co bylo czynnikiem decydujacym o ich sukcesie. ludzi ktorzy sie znaja na biznesie poznasz po tym , ze maja powtarzalne wyniki, niezalezne od sezonu. niestety masa jest takich, ktorym udalo sie tylko raz i eksploatuja ten sukces co niemiara pozujac na ekspertow.... to prawda , ze to typowe dla wiekszosc startujacych branz... w fazie wprowadzenia i wzrostu wystarczy ogledna znajomosc tematu i entuzjazm, ale w fazie dojrzalosci niestety trzeba miec speca i od marketingu i od finansow, ktory policzy czy rzeczywiscie oplaca sie inwestowac w ecommerce czy moze wiecej sie zarobi z tego samego kapitalu lokujac pieniadze w banku - wielu tych co ida na niska marżę pokazuje , ze nie potrafia dokonac najprostszej analizy finansowej przedsiewziecia i porownac do innych mozliwosci inwestycyjnych. to jest tak jak z tymi samochodami, na poczatek wystarczylo miec strugarke, dzisiaj musisz postawic spora fabryke. no chyba, ze bedziesz sie bawic w nisze tak jak ten producent z okolic lublina, ktory ma zamiar produkowac 30 samochodow rocznie na indywidualne zamowienia, a caly rynek zbytu to dubai, bogaty zachod itp aczkolwiek nie mozna sie dac zwiezc pozorom, zeby to sprzedac tez musieli troche wlozyc w to wysilku, jak ktos wczesniej napisal "nie ma darmowych obiadow..." |
"Nie ma darmowych obiadów" - mawiał Milton Friedman, czyli jak się nie napracujesz to sensownego biznesu nie zbudujesz. Handel elektroniczny wymaga pomysłu, wiedzy i ... ciężkiej pracy tak jak w każdym biznesie. Ciężka praca przekłada się na zadowolonych klientów, którzy przekładają się na zyski.