Napisz do mnie:
kck(at)gazeta.pl

środa, 24 listopada 2010
Dzień Darmowej Dostawy - wciąż można się zapisać!
Już 1 grudnia rusza Dzień Darmowej Dostawy, czyli ogólnopolska i niecodzienna akcja w polskim e-commerce promująca zakupy w sieci jako alternatywę do zakupów w sklepach tradycyjnych.

W najbliższą środę najprawdopodobniej nawet ponad pół tysiąca polskich e-sklepów zaoferuje swoim klientom całkowicie darmową dostawę - niezależnie od formy dostawy, kwoty zamówienia czy formy płatności. Biorąc pod uwagę jakie sklepy zgłosił już chęć wzięcia udziału w akcji można zaryzykować stwierdzenie, że to może być dzień, w którym Polacy masowo będą kupować w e-sklepach.

Jestem gorącym zwolennikiem akcji, mój sklep jest już zapisany. Zapraszam wszystkich tych, którzy jeszcze tego nie zrobili.

Więcej o akcji można przeczytać na stronie organizatora - Ekomercyjnie.pl oraz na stronie projektu (tam też można się zapisać).
wtorek, 28 września 2010
To nie jest branża dla nowych ludzi
Bracia Coen w 2007 roku zrobili świetny film pt.:"To nie jest kraj dla starych ludzi". Interpretacje filmu są różne (boje kto ma rację trwają na Filmwebie do dzisiaj). Za myśl przewodnią można uznać wyznanie wiekowego szeryfa na początku filmu. Szeryf wyznaje, że kiedyś mógł pracować bez broni i łapać bez niej przestępców. Miał ogólny respekt wśród ludzi. Dzisiaj pierwsze co robi szeryf to szuka swojej spluwy, bo przestępcy są coraz brutalniejsi i nie może mieć pewności, że wróci do domu w jednym kawałku. Film obejrzałem kilka razy. Jestem fanem braci Coen (polecam w szczególności niesamowicie klimatyczny "Fargo"). Przechodząc jednak do sedna - czy ten szeryf nie mówił czasem o e-commerce w Polsce? ;-)

Jak doskonale wszystkim wiadomo czasy się zmieniają. To co działało dajmy na to w 2003 roku dzisiaj można wspominać z łezką w oku. No bo jak było 7 lat temu? Powstawały sklepy zakładane przez podwórkowych (wtedy) biznesmenów. Rosły sobie organicznie na fali ogólnego wzrostu rynku, nie miały specjalnie dużej konkurencji. Dzisiaj są to ukształtowane biznesy, mające marki rozpoznawalne w swoich branżach. Ich właściciele są doświadczonymi e-handlarzami. Z czego wynika ich sukces? Upór, konsekwencja, dobry zamysł, umiejętności, gdzieś tam na pewno poczynione inwestycje.

Jak jest dzisiaj? Na pewno dużo trudniej zaistnieć. Na pewno konkurencja większa (jeśli nie dużo większa). Na pewno droższa reklama i niższe marże. Pomimo tego branża e-handlu jest uznawana za eldorado. Jesteś w ciąży? Chcesz dorobić na urlopie macierzyńskim? Zakładaj sklep, zanim urlop macierzyński się skończy będziesz zarabiać trzy razy więcej niż na swoim etacie! Pracujesz gdzieś na etacie? Zakładaj sklep, po 6 miesiącach z uśmiechem na twarzy dasz wypowiedzenie szefowi.

Gdzie tylko mowa o e-commerce tam pojawia się magiczny zwrot "niskie bariery wejścia". Sam temu ulegałem. Ale zaraz, zaraz... Jak to niskie? W tym biznesie proste jest dzisiaj chyba tylko założenie sklepu. Im dalej tym trudniej. Na przykładach wielu branż można na dwóch prostych wykresach pokazywać jak proporcje się odwracają.

Po pierwsze, jak już wspomniałem, reklama drożeje. Ile płaciłeś za klik w Adwordsie 3 lata temu? W jakiej cenie kupowałeś mailing w 2009 roku? Czy dzisiaj jesteś w stanie urosnąć kilkaset procent w rok na bazie Naszej-Klasy, tak jak 3 lata temu niektórym się udawało?

Po drugie, marże spadają. Jest to zapewne przyczyną konkurencji, walki cenowej i tych nieustępliwych młodych wilczków, którzy ciągle nie mają innego pomysłu na swój biznes niż niskie ceny. Dlatego nie dziwi mnie specjalnie fakt, że wielu sprzedaje coraz więcej, a zarabia coraz mniej.

Dziwię się hurraoptymistom. Spoglądając chociażby na ostatni raport Praktycy.com. Prawie nikt nie spodziewa się spadku przychodów. Zarazem najszybciej rośnie liczba niezadowolonych z zysków (dziś już 30%). Dodając do tego to, że co trzeci e-sklep na promocję przeznacza do 5% swojego budżetu (w domyśle nic?) szykuje nam się coraz większa liczba zawiedzionych. Co ciekawe, kiedy dzisiaj rozmawiam ze znajomymi właścicielami e-sklepów, to najbardziej zatroskani wydają się ci, którzy odnieśli największy sukces. Czyżby widzieli więcej niż początkujący?

W takim razie jak dzisiaj wyglądają realia nowego sklepu? Jeśli porównać założenie e-sklepu do wyprawy życia, to musisz wiedzieć, że nie będzie to tania wyprawa. Zapomnij o autostopie (nikt Cie nie weźmie), nie przeraź się jak po wejściu do baru zobaczysz po ile mają tam piwo. Przygotuj się, że zanim dotrzesz do celu może skończyć ci się kasa i nie będzie za co wrócić. No i pamiętaj, że jest wielu podróżników, którzy dzisiaj wiedzą o podróżach tyle, ile ty możesz wiedzieć za kilka lat (ucząc się na własnych błędach).

p.s Tak swoją drogą to komu zależy dzisiaj na "niskich barierach wejścia"? Pewnie właścicielom oprogramowania, porównywarkom, ... , no i takim gościom jak ja, którzy na tym boomie coś zarobili. Publicznie wychłostać się nie dam, ale niech ten tekst będzie moją "pokutą". ;-)

p.s.2 Tytułu nie bierzcie zbyt serio, szukałem nawiązania do filmu. ;-)

poniedziałek, 27 września 2010
Chcesz sześć win?
Przerywam "zmowę milczenia", bo znalazłem wreszcie jakiś fajny, nieszablonowy projekt e-commerce'owy. Mam na myśli 6win.pl, czyli wszystko to co lubię w e-handlu.

Po pierwsze niszowa branża, wysokie marże. Z alkoholem w sieci jest taki problem, że nie wszyscy mają odwagę go sprzedawać. Widziałem już różne interpretacje prawa związane ze sprzedaż alkoholu w sieci i pewnie nie tylko mnie to nie zachęca do sprzedaży. Co więcej, "pomysłowość" naszych ustawodawców może szybko położyć taki biznes na łopatkach. Świat należy jednak do odważnych i takie projekty jak ten mogą wykorzystać to, że konkurencja w tym atrakcyjnym segmencie nie jest szczególnie duża.

Po drugie autorytet osób z zewnątrz. Wina opiniują m.in. Marek Kondrat (nota bene to jego spółka stoi za tym projektem i najpewniej to ona realizuje zamówienia), Bartosz Węglarczyk z "Gazety Wyborczej" i inni. Takich "twarzy" na pewno brakuje innym sklepom. 6win.pl wykorzystuje ich w przekazie reklamowym, a także podpiera całą ofertę na ich autorytecie. To powinno działać.

Po trzecie, próba wytworzenia jakiejś elitarności. "Klub", "członkostwo". Tutaj na razie jest spokojnie, może nawet zbyt spokojnie. Ciekawe czy osoby zarządzające tym projektem popuszczą wodzę fantazji, co może zaowocować np. abonamentami, koniecznością zdobycia zaproszenia, aby zostać członkiem czy może coś jeszcze innego, co pozwoli mocniej podkreślić wyjątkowość miejsca.

Po czwarte treść. Integralną częścią sklepu jest serwis informacyjny. Tu też na pewno można to zrobić lepiej i bardziej z "jajem". Zobaczymy czy ten element będzie rozwinięty. Na razie nie ma rewelacji, ale sam zamysł jest moim zdaniem jak najbardziej właściwy.

Po piąte zestawy. Mam trochę zboczenie na ich punkcie, ale w tym przypadku mają jak najbardziej uzasadnienie. Prostym trikiem zwiększamy średni koszyk, mamy większe możliwość zaproponowania dobrych, urozmaiconych produktów, które mogą się wzajemnie uzupełniać. Pojedynczych sztuk z tego co widziałem nie da się zamówić.

Po szóste i chyba w tym wszystkim najlepsze, cytując za stroną: "Wszystkie prezentowane przez nas i oferowane w naszym klubie wina są niedostępne gdziekolwiek indziej w Polsce." , czyli mało uprzejme pozdrowienia dla wszystkich fanów porównywania cen.

Podsumowując: wysokie marże, relatywnie niewielka konkurencja, unikalny asortyment, niedostępny w innych miejscach, wsparcie znanych osób. Czegoś brakuje, żeby odnieść sukces? Mają wszystko, żeby być dochodowym projektem. Czy będą? Sam jestem ciekaw.

A samej Gazecie/Agorze trzeba przyznać, że w fajny sposób podchodzi do e-commerce. Na tyle na ile obserwuje, to raczej omija dziwne serwisy-agregaty nastawione na budowanie zasięgu. Te szybko giną śmiercią naturalną, aby na ich miejsce powstało coś zupełnie podobnego. Gazeta szuka kooperantów wśród ciekawych firm. Akurat z Komukomu.pl było już dużo za późno, żeby coś konkretnego ugrać.

p.s. Tymczasem idę oblać (piwem) mój powrót na bloga. ;-)
środa, 05 maja 2010
Spotkajmy się :-)
Raczej nie jestem stałym bywalcem konferencji i innych wydarzeń związanych z e-commerce. W maju będzie jednak okazja posłuchania moich wystąpień dwukrotnie i chciałbym już teraz na nie serdecznie zaprosić.

Najpierw w sobotę, 15 maja, wystąpię na warszawskim Shopcampie, gdzie opowiem trochę o moim sklepie. Warszawski Shopcamp zapowiada się z tego co wiem jako jeden z ciekawszych.

Kilka dni później, 18 maja, będę wprowadził całodniowe szkolenie również w Warszawie. Szkolenie jest organizowane wspólnie z Maxroy w ramach SearchMarketingWeek. Serdecznie zapraszam w imieniu swoim i organizatorów. Więcej informacji tutaj.
czwartek, 15 kwietnia 2010
O dużych i małych, pierwszych i drugich
Swego czasu odnosiłem się do książek Ala Riesa takich jak "22 niezmienne prawa marketingu" czy "Triumf i klęska dotcomów. 11 niezmiennych praw budowania internetowej marki" (na życzenie podeślę zainteresowanym - książki nie ma już w obiegu). Al Ries przekonuje, że istnieje coś takiego jak prawo pierwszeństwa - pierwszy gracz w danej branży ma sporą przewagę nad następnymi. Co więcej, przekonuje dalej, że w internecie istnieje coś takiego jak prawo monopolu, według którego jest tu miejsce tylko na jedną silną markę w danej branży (przeciwnie niż w świecie tradycyjnym, gdzie zazwyczaj funkcjonują dwie czołowe marki).

Prawo monopolu można by streścić mniej więcej tak: jako jedna z pierwszych wchodzi na rynek marka, która mocno inwestuje, szybko zdobywa udział w rynku, staje się coraz większa, wykrada coraz więcej z rynku, "pieniądz robi pieniądz", a "zwycięzca bierze wszystko".

Mali i duzi

To co można dzisiaj zaobserwować w internecie i na co zwracał uwagę mój rozmówca, to jakby dwa typy sklepów:

1. Typ mały. Ciche, spokojne, stabilne biznesy. Zazwyczaj pierwsi lub jedni z pierwszych w swojej branży. Bez dużego kapitału, bez widocznej promocji. Długi staż na rynku. Przykłady, które przychodzą mi do głowy: Rebel.pl lub Cyklotur. Pytanie czy byliby liderami, gdyby tym rynkiem zainteresował się ktoś naprawdę duży z kapitałem? No i czy ktoś z dużym kapitałem mógłby ich dogonić wchodząc na ten rynek dzisiaj?

2. Typ duży. Głośne biznesy, duże środki inwestowane w promocję. Przykłady: Euro AGD RTV, Szkla.com.

Jak dogonić naprawdę dużego konkurenta?

Na temat tego, jak z perspektywy "małego" konkurować z "dużym" korespondowałem z pewnym właścicielem e-sklepu, który zmaga się od dawna z tym problemem. Przykładów tego typu jest wiele. Chyba najlepszym są opony. Po ostatnich przetasowaniach mówi się, że Oponeo ma nawet 60% udziału w rynku. Jak z takim konkurować? Da się w ogóle? Wierząc w prawo monopolu Oponeo powinno z czasem wykończyć wszystkich swoich konkurentów, mają przecież coraz więcej pieniędzy na rozwój. Oto kilka kwestii:

1. Dopóki sprzedaż w internecie dynamicznie się rozwija, to największy konkurent nie powinien zrobić nam krzywdy. Podwojenie sprzedaży detalicznej w sieci z 2 do 4%, to teoretycznie podwojenie naszych obrotów. Innymi słowy dopóki wszyscy rosną, problem praktycznie nie istnieje.

2. Pytanie czy uda się dogonić dużego konkurenta nie inwestując bardzo dużych środków pieniężnych? Raczej nie. Weźmy takie Agito - swego czasu wydawałoby się, że niewiele może im zaszkodzić (takie obawy mieli nawet ludzie z Euro). Tymczasem dość sprawnie zostali przez nich przegonieni przy akompaniamencie swoich wewnętrznych problemów. Pewnie można by dyskutować nad przewagą logistyczną Euro (własne punkty odbiorów), ale tak naprawdę wszystko rozbiło się o nakłady promocyjne i markę znaną z reala. Inny duet: Merlin.pl jest sukcesywnie goniony przez Empik. Kolejny przykład na to, że można skutecznie gonić pierwszego. Wszystko jest kwestią nakładów pieniężnych. Silna marka tradycyjna jest za to tym elementem, który może wesprzeć promocję.

3. Pytanie, które stoi przed internetowym nr 2 lub pretendentem do nru 2. Inwestować praktycznie wszystkie swoje zyski, aby osłabić nr 1? Czy też cieszyć się zyskiem, który nie powala z nóg, ale jest stabilny i pozwala normalnie funkcjonować firmie? Inna sprawa, że bez kapitału na dłuższą metę nie da się być numerem 1. Być może po prostu wystarczy dobrze zarabiać i nie zaprzątać sobie głowy byciem numerem 1.

4. Może lepiej dać sobie spokój z atakiem pozycji lidera i skupić się na umocnieniu pozycji nr 2? Następnie różnicować ofertę w stosunku do lidera? W końcu nie wszyscy chcą kupować w hipermarketach i nie wszyscy chcą jeździć samochodami. Zgodnie z tą tezą nie ma sensu inwestować dużych środków w promocję (ich zazwyczaj brakuje) i po prostu cieszyć się zyskiem.

5. Wspomniałem, że marki tradycyjne mogą mieć duży wpływ na to, co będzie dziać się w sieci w najbliższych latach. Po pierwsze mają środki finansowe, których brakuje graczom stricte internetowym. Po drugie są już zapamiętane przez konsumentów. Co prawda, mówi się, że marki tradycyjne kiepsko odnajdują się w internecie, ale to co się aktualnie zaczyna dziać na rynku raczej temu zaprzecza. Być może za kilka lat będą rządzić głównie marki tradycyjne? To wciąż otwarta kwestia.

Wnioski

1. Prawo monopolu wcale nie jest (przynajmniej w polskiej sieci) takie klarowne.
2. Potrzeba kapitału, żeby namieszać, a tego sklepom stricte internetowym brakuje.
3. Miejsce nr 2 za kilka lat na bardziej ustabilizowanym rynku również będzie wiązać się z dużymi profitami.

Zapraszam do dyskusji.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60