środa, 14 kwietnia 2010
Prowadzenie sklepu internetowego jest proste!
Dzisiaj krótko. Handel internetowy jest w gruncie rzeczy prosty. Prowadzenie sklepu internetowego jest proste. Proste w swoich zasadach.

Przeczytałem dzisiaj wywiad z Pawłem Fornalskim na blogu Artura Kurasińskiego. Choć w dużej mierze wypowiedzi Pawła są PR-owymi przechwalankami, to zwróciłem uwagę szczególnie na jedną kwestię.

Często nie zgadzałem się z Pawłem Fornalskim i jego opiniami. On z moimi również. Pewnie wiele osób miałoby mu mniej lub więcej do zarzucenia, ale jedno muszę przyznać - podejście do handlu internetowego mamy bardzo podobne. Jako, że chyba lepiej nie określiłbym tego jak prowadzić sklep internetowy pozwolę sobie zacytować:

"Każda firma służy klientom i musi możliwie najlepiej odpowiadać ich potrzebom.

Niestety nie wszyscy sprzedawcy internetowi to rozumieją. Kiedy widzę różne inicjatywy w rodzaju magicznych patentów na zwiększenie konwersji to przypomina mi to dawny ruch NLP. A więc, jak zmanipulować klienta lub zmusić do zakupu. Tym czasem magia leży w najprostszych rzeczach, doprowadzonych do perfekcji. Należy po pierwsze mieć dobrą ofertę, a więc produkty, które chcą kupić klienci, w dobrej cenie.

Następnie należy dostarczyć produkt szybko i sprawnie, nie robiąc przy tym błędów i wygenerować na koniec zysk. Jest to bajecznie prosta metoda, tylko że stosuje ją może 10% sprzedawców. Reszta sprzedaje coś czego sami by nie kupili, nie wyróżniając się z tłumu, obsługując wolno i just-in-time, generując przy tym ogromne koszty i opóźnienia oraz możliwości popełnienia błędów. [...] Za kilkanaście lat zapewne zostaną już tylko Ci którzy zrozumieją, że klient i 4P są najważniejsze."


Innymi słowy, to co chciałem przekazać np. tym tekstem. Prawda, że proste? ;-)

wtorek, 13 kwietnia 2010
Pomysł na biznes: jak zarobić na e-księgarniach?
Wspominałem wczoraj, że mamy rozdrobniony rynek. Od jakiegoś czasu chodził mi po głowie pewien pomysł jak na tym zarobić. Wymieniłem parę maili na ten temat z Szymonem Przybyszewskim. Nie będę go realizować, ale może ktoś z Was będzie chciał go wdrożyć. Jeśli nie, zawsze pozostaje dyskusja nad sensownością tego typu działalności.

Otoczenie

Z branż e-commerce, które są mi znane do realizacji tego pomysłu najlepiej nadają się księgarnie internetowe. Rynek książek w internecie został oszacowany w tej analizie na 590 mln złotych w roku 2010. Sprzedaż tę trzeba rozdzielić na ponad 200 księgarni internetowych (tyle wskazują Sklepy24.pl). Do tego trzeba dodać ponad 100 księgarni (nie znam aktualnego stanu, więc mogę się mylić) działających w oparciu o księgarnie tradycyjne tzw. księgarni hostingowych. Do tego oczywiście sprzedawcy na Allegro. Odliczając ich i tych największych mamy około 200 księgarni internetowych, które realizują niewielką ilość zamówień.

Z tego co wiem, to dla zdecydowanej większości księgarni internetowych najważniejszym, a często jedynym dostawcą jest hurtownia Azymut działająca na rynku już 11 rok i mając w swojej ofercie 60-80 tys. pozycji. Azymut udostępnia swoją bazę i tak też powstaje większość księgarni internetowych. Niektóre wspierają się również innymi dostawcami i poszerzają swój asortyment do ponad 100 tys. pozycji. Asortyment ten oczywiście nie jest magazynowany przez większość księgarni, choć niektóre mają niewielkie magazyny "podręczne".

Właścicielami niektórych znanych mi księgarni internetowych są osoby związane z branżą SEO, programiści, którzy potrafili samodzielnie stworzyć sobie własny sklep internetowy.

Na czym polega pomysł?

W dużym skrócie pomysł polega na tym, aby stworzyć firmę, która będzie pośrednikiem pomiędzy księgarnią internetową, a hurtowniami z Azymutem na czele. Firma ta miałaby się specjalizować w obsłudze księgarni internetowych, a jej główne zadania to:

a) obsługa logistyki dla księgarni internetowych we współpracy z hurtowniami,
b) obsługa klienta - bieżąca obsługa klienta, zwroty, reklamacje, być może również doradztwo.

Cały proces wyglądałby następująco:

1. Zamówienie trafia do sklepu.
2. Pośrednik jest o tym automatycznie informowany.
3. Rozpoczyna się realizacja zamówienia - hurtownia realizuje zamówienie bezpośrednio do pośrednika. Pośrednik wysyła przesyłkę bezpośrednio do klienta końcowego (dropshipping).
4. Pośrednik obsługuje klientów sklepu: przydziela sklepowi numer telefonu i opiekuna lub opiekunów. Sklep zyskuje również profesjonalne call-center, którym dysponuje pośrednik.

Model biznesowy

Sklep oszczędza na kosztach logistycznych i operacyjnych - ogranicza koszty stałe i koszty zmienne. Przykładowo nie musi zatrudniać ludzi do pakowania i obsługi klienta. Nie ponosi również kosztów logistycznych.

To wszystko jest po stronie pośrednika, którego model biznesowy polega na tym, że:

1. Działa w oparciu o efekt skali i efekt doświadczenia - pewne procesy będzie mógł realizować taniej (wyśle wielokrotnie więcej przesyłek niż przeciętna księgarnia, niższe koszty materiałów eksploatacyjnych jak np. kartony), ale być może również sprawniej (nabyte doświadczenie, ścisła specjalizacja, a nie robienie wszystkiego samemu znane doskonale niewielkim sklepom internetowym).

2. Pośrednik za realizację usługi pobierze oczywiście opłatę. Musi być ona w przeliczeniu na jedno zamówienie korzystniejsza, aniżeli realizowanie obsługi klienta i obsługa logistyki przez sklep samodzielnie.

Szanse i zagrożenia

Szansą dla księgarni internetowych jest oszczędność na kosztach operacyjnych, które potrafią "zjeść" całkiem sporą część marży także w tej branży. Ma to miejsce zwłaszcza przy niewielkiej skali działania sklepów - większe koszty stałe na jednostkę. Właściciele księgarni, których scharakteryzowałem wcześniej (ludzie od SEO, programiści) mogliby skupić się na tym, co nie pochłania tyle czasu - choćby promocji sklepu, a brudną robotę oddaliby pośrednikowi.

Szansę ma również hurtownia w typie Azymutu, której prawdopodobnie taniej będzie realizować zamówienie do jednego odbiorcy zamiast do kilkudziesięciu.

Najniebezpieczniejszym zagrożeniem dla księgarni jest outsourcing, jakby nie patrzeć, kluczowych kompetencji dla sklepu internetowego we władanie innej firmy. Mniejsza jest tu jednak typowa obawa dla dropshippingu - przejęcie klientów przez hurtownię, która weszłaby w detal.

Głównym zagrożeniem dla pośrednika jest pominięcie go w kanale dystrybucji. Hurtownia, zwłaszcza taka jak Azymut, sama może realizować usługę dropshippingu. Zwłaszcza przy założeniu, że już dzisiaj w pewnym stopniu realizuje ją dla księgarni tradycyjnych jako hosting księgarski. Azymut może bowiem wysłać zamówienie bezpośrednio do klienta końcowego księgarni tradycyjnej naliczając koszty wysyłki lub za darmo do księgarni wraz z normalną dostawą skąd przesyłka będzie odebrana przez klienta końcowego. Pytanie, czy jednemu z większych dystrybutorów książek w Polsce będzie chciało się w to "bawić", zwłaszcza, że i bez tego obsługuje zdecydowaną większość e-księgarni.

Liczymy

Pewnie niektórych zawiodę, ale nie pokusiłem się na to, by ocenić ten pomysł od strony finansowej. Nie jest to jednak specjalnie trudne do obliczenia. Kluczowy będzie właściwy szacunek kosztu obsługi jednego zamówienia. Następnie zbadanie tego samego dla przeciętnego sklepu internetowego i oszacowanie własnych cen. W oparciu o to liczymy ile zamówień/księgarni musimy obsłużyć, aby osiągnąć próg rentowności. Czy ktoś spróbuje to obliczyć? :-)

Tylko księgarnie?

Pomysł sam w sobie może być realizowany w innych branżach. Znane są polskim e-sklepom centra logistyczne, które tak działają. Wspominał o nich chociażby Radek Rogiewicz z Multizakupy.pl. Wymagają one jednak dużo większych nakładów związanych z większą powierzchnią magazynową.

Wasze zdanie

Innymi słowy pomysł do realizacji przez każdego, kto ma kompetencje w e-commerce bez wielkich nakładów finansowych (choć profesjonalne call-center potrafi kosztować). Jaka jest Wasza opinia? Uważacie, że takie dodatkowe ogniwo w kanale dystrybucji ma sens bytu? Pominąłem jakiś ważny aspekt? Podyskutujmy. :-)

poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Targowisko - część II
No to kontynuujmy temat naszego targowiska. Na początek 10 moich spostrzeżeń - tych oczywistych i tych trochę mniej oczywistych. Z niektórymi nie można się nie zgodzić, z innymi pewnie można polemizować (zapraszam do komentowania).

1. Rozdrobnienie w polskim e-commerce jest na tyle duże, że klienci często nie wiedzą nawet, gdzie kupują (mogę to udowodnić na konkretnych przykładach). Silnych marek można wymienić od kilku do kilkudziesięciu. Teoretycznie każda branża ma jakiegoś lidera, który zdążył wykreować swoją markę. Przegrywa ona jednak z...

2. ... niskimi cenami jego konkurentów. W wielu branżach rentowność spada, marże maleją, a to z kolei prowadzi do...

3. ... pogorszenia jakości obsługi. Już dzisiaj można to zauważyć na konkretnych przykładach. Niższe marże, to niższe zyski, a te rodzą oszczędności i obniżanie kosztów. Klienci tego nie widzą i nie czują...

4. ... bo kupują w internecie, a nie w sklepie X. Pamiętam jak na SGA zapytałem około 200 osób na sali, kto pamięta nick Allegrowicza, u którego dokonali zakupu w ciągu ostatniego czasu. Pamiętała garstka osób. Wydaje mi się, że zupełnie analogicznie jest w przypadku e-sklepów i przeciętnego klienta. Kupujemy w internecie, a nie w sklepie internetowym. W związku z tym...

5. ... klienci zupełnie nie czują konwencji. Zachowują się jakby weszli do Biedronki i oczekiwali, że na półce zastaną 15 marek olejów, będą pół godziny debatować z pracownikiem który wybrać i na końcu zapłacą za niego kartą kredytową. Klient internetowy nie potrafi zrozumieć dlaczego w tym sklepie jest dobra obsługa, a w tym zła i dlaczego ten z dobrą obsługą nie może być tak tani jak ten ze złą. Klient nie rozumie tego, bo...

6. ... w internecie nie ma czegoś takiego jak formaty w handlu detalicznym, nie zdążył wykreować się podział. Oczywiście są sklepy specjalistyczne, sklepy ogólnobranżowe, ale wśród sklepów ogólnobranżowych nie ma mowy o czymś takim jak dyskont, premium segment etc. Wszystkie sklepy są jakby w jednym worku. A to z kolei sprawia, że...

7. ... w internecie niewiele wiadomo - nie wiadomo kto jest duży, kto jest mały, kto jest popularny, a kto nie. Nie wiadomo czy za sklepem X kryje się duża firma czy jedna osoba dorabiająca sobie do etatu. Nie widać pieniędzy zainwestowanych w call-center czy system CRM. Nawet wygląd sklepu mówi niewiele. Zaprezentowałem w ostatnim czasie kilku "przeciętnym klientom internetowym" parę sklepów - dobrze zaprojektowanych i ładnych oraz źle zaprojektowanych i brzydkich. Zapytałem, które sklepy prezentują się najlepiej. Odpowiedzi były bardzo różne - często wybór padał na te brzydkie i źle zaprojektowane. Zupełnie odwrotnie jest...

8. ... w przypadku sklepów tradycyjnych, gdzie na pierwszy rzut oka widać gdzie trafiliśmy. Idź na hamburgera w budce przy dworcu lub do McDonald's i zastanów się, gdzie przyjemniej spędziłeś czas. Zastanów się jak wyglądają salony firm komórkowych, czy markowe sklepy odzieżowe. Wygląd to jednak nie wszystko...

9. ... coraz częściej mówi się, że tradycyjne galerie handlowe zaczynają pełnić dodatkowe role. Już nie tylko sprzedają, ale również wypełniają czas, pozwalają poczuć się częścią społeczeństwa, poczuć przynależność do określonej grupy. Przypomnij sobie jak po sobotnich zakupach w galerii handlowej jesz pizzę w Pizza Hut razem z kilkudziesięcioma innymi osobami i mija Was w tym czasie kilkaset osób...

10. ... teraz porównaj je z kupowaniem w typowym sklepie internetowym. Już czujesz się samotny?

No dobrze. Co w związku z tym?

1. Być może tutaj jest właśnie rola social media? Wychodzimy bliżej klienta, pozwalamy na interakcje klienta z klientem. W lepszy sposób realizujemy potrzeby "społeczne", które w internecie zawsze były na gorszej pozycji z racji odległości. Jakby nie patrzeć na przestrzeni lat kiedy obserwuję rynek e-commerce "odległość" pomiędzy sklepem, a klientem ciągle się zmniejsza. Wiele jest w tym sztucznej gry i robienia czegoś na siłę, ale być może to są właściwe fundamenty, w które warto inwestować czas, pieniądze i wysiłek.

2. Handel internetowy powinien zacząć konkurować ze zwykłym handlem tam, gdzie w tej chwili tego nie robi. A zatem kontakt z klientem (po raz kolejny kłaniają się social media), infolinie, BOK z prawdziwego zdarzenia (zamiast chowania numerów telefonów) - wszystko po to, aby niwelować największe wady internetu. Dopóki takie zmiany nie zajdą internet ciągle będzie traktowany jako miejsce do robienia tanich zakupów i nic więcej. Tylko czy takie zmiany w świadomości klientów są w ogóle realne? Z takimi dużymi możliwościami porównywania cen jakie ma internet? Z takimi małymi pieniędzmi, jakimi dysponują konsumenci i same e-sklepy w Polsce?

3. Co zawsze powtarzałem kluczowe było, jest i będzie stworzenie marki z prawdziwego zdarzenia. Jak to zrobić? Polecam idealny na początek podcast Mała Wielka Firma. Tymczasem w polskim e-commerce w niektórych branżach trudno szukać nawet sklepów, które w ogóle aspirują do wykreowania jakiejś marki, jakiegoś wizerunku, sposobu postrzegania przez klientów, które stawiają na jakieś wartości, czy chwalą się swoimi kompetencjami. Bazują one głównie na prostych kanałach zdobywania klientów jak nasze ukochane porównywarki. To trochę tak, jak budować mięśnie na sterydach.

4. Jeżeli branża e-sklepów jest mocno rozdrobniona, trwa konkurencja cenowa, to chyba najlepszym sposobem na radzenie sobie z tym jest budowanie lojalności. Lojalny klient będzie mniej skory do kupowania u konkurencji. Obejrzałem i wysłuchałem sobie dzisiaj prezentacji z gdańskiego Shopcampu autorstwa (tak, tak) Piotra Majewskiego. Bardzo trzeźwe podejście do budowania lojalności. Polecam.

5. Kłaniają się przy tym wszystkim koszty. To co napisałem powyżej nie jest tanie - stworzenie profesjonalnego BOK, postawienie na marketing, który będzie budować nasz wizerunek również. Jak pogodzić to ze spadającymi marżami i atakiem sklepów zombi? Wydaje się, że kluczowe i niezastąpione jest długofalowe podejście do biznesu, który nazywamy handlem internetowym. Jeżeli dzisiaj spore i znane branżowe sklepy internetowe generują zyski na poziomie osiedlowych warzywniaków i marketów, to pozostaje chyba tylko uzbroić się w cierpliwość i być wytrwałym. Słyszałem opinie niektórych ekspertów (w pełni tego słowa znaczeniu) od handlu detalicznego, którzy nie wykluczają, że w przeciągu 10 lat wszystkie zakupy będą realizowane "na odległość". Być może zatem nie warto zbyt szybko rezygnować. :-)

Pomijam tutaj równie ważne elementy jak oferta, obsługa klienta i jeszcze parę innych. Ciekaw jestem Waszej opinii. :-)

poniedziałek, 22 marca 2010
[Aktualizacja] Sklepy internetowe na sprzedaż - za ile?
W ostatnim czasie trafiłem na trzy oferty sprzedaży sklepów internetowych. Rzadko trafiam na tego typu ogłoszenia. Zawsze interesują mnie kwoty takich transakcji. Nie znam ich wiele, ale te które widziałem były często albo za niskie, albo za wysokie. Powstaje pytanie jak wycenić sklep.

Jak wyceniałbym sklep internetowy?

Pomijam kwestie związane ze sprzedawaniem marzeń, bazowaniem na różnego rodzaju bańkach, czyli spraw tak bliskich branży internetowej. Pomijam również wartość księgową, bo jak wiemy w przypadku e-sklepów jest ona zazwyczaj niziutka - małe zapasy, niewielkie środki trwałe, czasami próbuje wyceniać się know-how.

Moje trzy sposoby:

1. Wycena względem dochodu.

Obliczamy średni zysk np. z dwóch ostatnich lat i mnożymy razy pewien okres czasu. Największy problem polega na określeniu tego "okresu czasu". Swego czasu ciekawy tekst napisał na ten temat Bartek Raciborski, który sugerował wycenę na poziomie 30/40/50-krotności rocznych zysków.

Na zdrowy chłopski rozum taka wycena wydaje się absurdalna. Jeżeli jestem inwestorem i chcę kupić jakąś firmę, to nie zrobię tego po to, aby profity czerpać z niej za 50 lat. Tak jednak wyceniane są spółki z tej branży, także przez giełdę. Nie inaczej jest w samym e-commerce. Wskaźnik C/Z dla Oponeo.pl wynosi aktualnie ponad 43.

Wydaje mi się, że sensownym wskaźnikiem C/Z dla wyceny e-sklepów to około 5-10x. Biorę pod uwagę, że wzrost branży będzie malał, a inwestorzy przestaną uważać, że internet to zupełnie inna ekonomia. No chyba, że wierzymy w to, iż wzrost rynku wielkości 40-60% będzie trwał jeszcze przez długie lata.

2. Kwota podobnych transakcji.

Zawsze warto brać je pod uwagę. Największym problemem jest to, że takie transakcje można policzyć na palcach jednej... no może dwóch rąk.

3. Koszt stworzenia podobnego biznesu.

W tej metodzie oceniamy ile kosztowałoby nas stworzenie biznesu podobnego do tego, który chcemy kupić. Liczymy nasze koszty: budowa sklepu, koszty stałe, koszty zmienne. Dalej szacujemy przychody i obliczamy czas, jaki potrzebujemy, aby znaleźć się na poziomie sklepu, który chcemy kupić. Mnożąc koszty przez czas otrzymujemy wartość, jaką musielibyśmy zainwestować w taki sklep. To może być cenną wskazówką podpowiadającą nam ile możemy zaoferować za jego kupno.

Nie jestem analitykiem finansowym, więc być może błądzę. Zapraszam do komentowania.

No a teraz oferty sprzedaży sklepów (informacje pochodzą od właścicieli):

#1 Godi.pl

Podstawowe dane o sklepie:
Rok 2008 - zysk: 101.000 pln
Rok  2009  -  zysk:  86.000  pln (ze względu na kilka inwestycji jest mniej)
Obroty grubo ponad 1 MLN rocznie (2008, 2009).

Klientów w bazie: ponad 30000
Zrealizowanych zamówień: ponad 45000
UU/day: średnio 2500-4500 (zależy od dnia tygodnia i miesiąca)

Istnieje od kwietnia 2005, od roku 2006 zarabia sam na siebie. Rozbudowany sklep, panel administracyjny, oprogramowanie własne integracja z nokaut, ceneo, skapiec, alejka. Optymalizacja kodu pod google (pod długi ogon), nie po kilku słowach
kluczowych, marża 15-25% (zależy od producenta książki).

W skład sklepu wchodzi:

- domena godi.pl,
- magazyn (ok 6000 pln w książkach),
- oprogramowanie (sklep + panel administracyjny)
- integracja z Azymut (hurtownią księgarską),
- instrukcja obsługi.

O powodach sprzedaży pisze właściciel:

"Godi od początku był małym rodzinnym biznesem, w którym działali oboje rodziców, brat i ja.  Rozpoczynaliśmy,  kiedy jeszcze brat i ja studiowaliśmy. Ja  w  międzyczasie  znalazłem  ciekawą  pracę jako programista (kształciłem się na studiach w tym kierunku), brat opuszcza rodzinne strony. Rodzice udają się na emeryturę. W związku z powyższym prowadzenie
tego  biznesu  jest dla nas zbyt uciążliwym zajęciem. Ja  po pracy jako programista chcę spędzić trochę czasu z rodziną (mam małego synka), a nie siedzieć do nocy przy sklepie."

Aby kupić skontaktuj się z właścicielem - michal at carrus pl lub 600-926-096.

#2 Kubanskie.pl

Sklep do kupienia na Allegro.

Kilka informacji o sklepie:

- istnieje od marca 2009,
- 170 zarejestrowanych Klientów,
- ponad 100 zrealizowanych zamówień,
- dotychczas 30 757 zł obrotu brutto / marża na poziomie 25-30%,
- wysokiej jakości opinie na temat cygar,
-  oparty na silniku Wordpress.

O powodach sprzedaży pisze właściciel:

"Zawodowo zajmuję się doradztwem z zakresu UX / usability. Kubańskie.pl to mój projekt badawczy, którego celem było pozyskanie dodatkowej wiedzy z zakresu e-commerce na żywym, działającym organizmie. Dzisiaj dowiedzieć się więcej nie mogę i nie mam też czasu na dalszy rozwój tego biznesu, dlatego chętnie przekażę go komuś innemu. Myślę, że zbudowałem mocny grunt pod dobry biznes."

Aby kupić licytuj aukcję.

#3 Portfelik.pl

- Zeszłoroczny przychód 172000 zł.
- Oprogramowanie SunWeb.
- Bardzo mocna domena - wysokie pozycje w wyszukiwarkach (na frazy
ogólne i przede wszystkim "długi ogon".
- Zintegrowany z najpopularniejszymi porównywarkami.
- Ponad 1000 klientów zarejestrowanych (system nie wymusza rejestracji
przy składaniu zamówienia).
- Średnia kwota zamówienia - 250 zł.
- W 2009 r. - ilość odwiedzin 108 166, (70% wyszukiwarki, 19% witryny
odsyłające, 9% odwiedziny bezpośrednie, 2% inne).


Wstępna cena: 150 tys. zł netto (w tym magazyn 20 tys. złotych).

Aktualizacja: Skontaktował się ze mną właściciel sklepu nr 3 z listu i podał więcej informacji, które publikuję. Sklepów na sprzedaż na Allegro jest więcej. Wyszukaliście jeszcze: Raan.com.pl oraz GaleriaDom.pl.

wtorek, 02 marca 2010
Targowisko
Wyobraź sobie, że od kilku lat handlujesz na targowisku. Sprzedajesz warzywa i owoce. Targ zmienił się na przestrzeni ostatnich lat. Jeszcze kilka lat temu było i mało straganów i mało ludzi. Potem ludzi przybywało, straganów też, ale wolniej niż ludzi. Wtedy większość z nadzieją patrzyła w przyszłość. W ostatnim czasie jednak straganów przybywa szybciej niż ludzi na targu.

Niektórzy sprzedawcy na targu zaczynają się zastanawiać czy to w ogóle ma sens. Żeby sprzedawać muszą obniżać ceny. Klienci oczekują, że na targu będzie taniej niż w normalnym sklepie. Co ciekawe, od jakiegoś czasu zaczynają też więcej wymagać. Jabłka muszą być ładne, pomarańcza słodkie. A wszystko oczywiście taniej niż w sklepie tradycyjnym.

Najwięksi straganiarze sprzedają dużo, ale sporo płacą za wynajem straganów. Wielu początkujących straganiarzy nie potrafi liczyć i sprzedają zbyt tanio. Większości prowadzenie straganu opłaca się średnio, ale liczą, że w przyszłości będzie lepiej. Ci bardziej rozgarnięci starają się sprzedawać drożej - do bananów dodają kiwi i łączą w zestaw, albo są znani z tego, że ich owoce są bardziej świeże niż tych z sąsiedniego straganu.

Nie wszyscy tracą. Są właściciele straganów, którzy spokojnie i bez rozgłosu zarabiają. Nie są to jednak takie pieniądze jak ich kolegów z galerii handlowych. Póki co ręce zacierają głównie: właściciel targu, który wynajmuje stragany, firma konserwująca stragany, firma ochroniarska, która pilnuje, żeby nikt na targu nie kradł i inni poboczni usługodawcy.

Główne problemy, jakie irytują straganiarzy:

1. Założenie straganu jest proste, przez co poziom tych straganów nie jest zbyt dobry. Owoce są czasami kwaśne lub nie ma ich wcale. Dotyczy to głównie tych nowych, ale cierpi na tym cały targ.

2. Przejście z jednego straganu na drugi jest banalnie proste, a klientowi na pierwszy rzut oka trudno odróżnić dobry stragan od tego kiepskiego. Dobrzy straganiarze nie mają jeszcze siły przebicia. Klienci kierują się zazwyczaj ceną, bo kupują na targu, a nie na konkretnym straganie (poszczególne stragany nie są znane). Przeciętny klient ciągle nie zdaje sobie sprawy, że stragany A i B mogą się od siebie mocno różnić, choć sprzedają na tym samym targu.

3. Całkiem niedaleko jest dużo większy targ (nazwijmy go Stadionem Dziesięciolecia), który wśród większości sprzedawców cieszy się złą sławą. Mówi się czasami, że towary tam bywają dziwnego pochodzenia. Raczej nikt ze straganiarzy nie lubi tego miejsca. Ma ono negatywny wpływ na cały rynek owoców i warzyw. Stadion robi jednak od wielu lat furorę wśród samych klientów.

Co czeka w przyszłości targ?

1. Należy oczekiwać, że zmniejszy się liczba kiepskich straganów - te zostaną zamknięte najszybciej.
2. Najlepsi straganiarze być może otworzą własne sklepy, a może kiedyś przeniosą swoje biznesy do nowo wybudowanej galerii handlowej?
3. Żeby tak się stało muszą jednak przeczekać nawałnicę tych mniejszych. Na pewno nie uda się wszystkim.

cdn. ;-)

PS Dzisiaj (wtorek) od godziny 20 będzie można mnie posłuchać i pogadać ze mną na audycji SprzedawcaInternetowy.pl. Audycję poprowadzi oczywiście Mirek Szmajda. Aby wziąć udział wejdź na SprzedawcaInternetowy.tv i podążaj za wskazówkami. W imieniu Mirka i swoim zapraszam serdecznie.

Na blogu pojawił się nowy reklamodawca - firma Godre.pl. Zachęcam do wypełnienia ankiety przygotowanej przez Godre. Ankieta dotyczy oprogramowania sklepowego.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60