poniedziałek, 18 stycznia 2010
Raporty e-commerce
W "ostatnim" czasie (tak, wiem, mam spore zaległości) światło dzienne ujrzały dwa raporty omawiające rok 2008/2009 w branży e-commerce. Dzisiaj kilka zdań o raportach, jaki jest ich sens i jak je czytać.

Po co mi raport o e-commerce?

Spotkałem się niedawno ze stwierdzeniem początkującego właściciela e-sklepu, że takie raporty nie mają sensu, bo np. wskazują, że najpopularniejszą formą płatności w sklepach internetowych jest płatność za pobraniem, a u niego jest to płatność z góry. Proponowałbym patrzeć na to trochę szerzej. O ile z tego typu raportów nie dowiem się za dużo o mojej bezpośredniej konkurencji, o tyle dobrze przygotowany dokument da mi odświeżone spojrzenie na branżę, być może pomoże wyszukać nowe zjawiska i trendy. Podobnie grając na giełdzie - nie może interesować nas tylko spółka, w którą inwestujemy. Musimy oceniać również całe makrootoczenie.

W związku z tym choć żaden z raportów nie odpowie mi bezpośrednio na pytanie jak zarabiać, to uważam, że poprawne wyciąganie wniosków z tych "suchych" danych może pomóc ustalić dalsze działania dla sklepu - zarówno operacyjne, jak i strategiczne. Każdy kto stara się poważnie prowadzić sprzedaż w sieci powinien się z nimi zapoznać. I dlatego cenię inicjatywy, dzięki którym powstają wartościowe raporty (nie wszystkie, które pojawiły się w zeszłym roku takie były).

Raporty Internet Standard i Sklepy24 - czym się różnią?

To dwa najlepsze raporty z zeszłego roku. Różnią się trochę:

1. Raport InternetStandard w pewnej części syntezuje dane o branży rozrzucone po różnego typu badaniach. Jest tam również sporo odniesień do ogólnodostępnych danych o e-commerce - można uznać, że raport jest w pewnym sensie zebraniem tego wszystkiego w jedną, spójną całość. Z kolei raport Sklepy24 jest bardziej "naukowy", prezentuje fakty, a autorzy wyciągają wnioski tylko wtedy, gdy są one dla nich jednoznaczne, aby nie nadinterpretować rzeczywistości.

2. Jeśli mowa o próbie, to tutaj lepiej wypada raport Sklepy24.pl. Badania powstały w większej lub mniejszej mierze dzięki wypełnionym przez właścicieli e-sklepów ankietom. W przypadku Sklepy24.pl jest to próba o wielkości 616 sklepów (liczba ankiet wypełnionych w całości). Z kolei jeśli chodzi o InternetStandard to jest 409 sklepów,Tym samym badanie Sklepy24.pl jest największym tego typu przedsięwzięciem w Polsce biorąc pod uwagę próbę.

3. Próba ma duże znaczenie. Głównym powodem jest to, że oba raporty rozpatrują dane także w oparciu o konkretne branże. Jeżeli nie znamy próby w przypadku IS dla konkretnych branż, to nie wiemy na ile dane wyniki można uznać za wiarygodne i czy w ogóle możemy to zrobić.

4. W raporcie IS pokuszono się o przygotowanie rankingu e-sklepów w oparciu o ich deklarowaną sprzedaż. Sprawa bardzo dyskusyjna głównie dlatego, że nie wiemy czy sklepy deklarują prawdziwą sprzedaż. Sklepy24.pl zrezygnowały z tworzenia rankingów tłumacząc, że dane nie są wiarygodne. Na pewno nie wszystkie dane wydają się tam pewne, jednak jest to całkiem fajna rzecz dla kogoś, kto w ogóle nie ma pojęcia o tym rynku i patrzy z perspektywy np. inwestora - od czegoś trzeba zacząć. Wiarygodny raport bazujący na sprzedaży wydał swego czasu IAI-Shop, ale on oczywiście dotyczy tylko klientów IAI, co sprawia, że nie da się go określić jako reprezentatywnego.

5. Ciekawym i dość pilotażowym dodatkiem w przypadku raportu Sklepy24.pl jest profil konsumenta stworzony w oparciu o ankiety przeprowadzne wśród użytkowników Kangoo. To nowość i alternatywa np. w stosunku do badań Gemius.

Nie chcę oceniać obu raportów. Tak jak napisałem różnią się między sobą stylem pisania i niektórymi elementami. O obu mam pozytywną opinię, choć jak wiemy nikt nie jest idealny. Cieszy mnie fakt, że już dawno mamy za sobą czasy kiedy sklepów w raportach było zawsze około 600 (pozdrawiam firmę eCard ;-)).

Jak czytać takie raporty?

Kilka bardzo prostych rad:

1. Porównuj się z dużymi i starymi. Zdroworozsądkowo mają oni największe doświadczenie i wiedzę (niezależnie od branży). Przykładowo częściej korzystają np. z kart kredytowych, firm kurierskich, czy oprogramowania do prognozowania sprzedaży. Warto śledzić ich ruchy i w pewnym stopniu kopiować.

2. Wiele ciekawych obserwacji może dać przejrzenie profilu konsumenta raportu Sklepy24.pl zwłaszcza w kontekście dopasowania do własnej grupy docelowej - poprzez wiek, płeć, dochody. Przykładowo można upewnić się, że kwestią najważniejszą dla klientów z dużymi dochodami jest asortyment. Mając zatem sklep, gdzie grupą docelową są takie osoby wiemy na co stawiać.

3. No i oczywiście dane można analizować w zależności od kategorii sklepu, ale z tym ostrożnie, bo czasami kategorie są zbyt ogólne.

Rzecz jasna nie można tych danych brać zbyt bezkrytycznie. Warto je jednak zestawić z własnymi obserwacjami.

Ochrona danych osobowych

Raport Sklepy24.pl porusza bardzo drażliwą kwestię ochrony danych osobowych. Chyba po raz pierwszy w tego typu publikacjach pojawia się dużo informacji na ten temat. Pytań i wątpliwości jest wiele. Przykładowo, weźmy konieczność rejestracji bazy w GIODO. Z tego co wiem na ten temat były rozbieżne zdanie także w GIODO. Piotr Jarosz, główny autor raportu Sklepy24.pl podesłał mi dokument pochodzący od GIODO, z którego wynika, że konieczność rejestracji w GIODO powstaje w momencie, kiedy sklep zaczyna wykorzystywać dane w celach marketingowych (np. do wysyłki newslettera). A zatem praktycznie każdy sklep powinien rejestrować swoją bazę. Z raportu wynika, że robi to tylko 10%.

Brnąc dalej w kwestie prawne - który akt prawny definiuje, jak powinien zostać napisany "regulamin sklepu internetowego"? Kodeks Cywilny czy Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną? Głosy są różne nawet wśród prawników.

Te i inne kwestie zostały całkiem szczegółowo w raporcie opisane. Ja tymczasem zachęcam do dyskusji nt. ochrony danych osobowych. Udało Wam się zarejestrować własne bazy w GIODO? Uważacie to za konieczne? Zapraszam do dyskusji, sam również chętnie się w niej wypowiem. :-)

Linki do raportów:

- raport InternetStandard,
- raport Sklepy24.pl.

środa, 26 marca 2008
Sprzedaż e-sklepów - wierzyć im?
Po publikacji raportu "E-commerce 2007" w serwisie Internet Standard rozgorzała gorąca dyskusja. Raportowi zarzucono nierzetelność. Chodzi głównie o sprzedaż sklepów internetowych zamieszczoną w raporcie.

Zanim opublikowałem wzmiankę na blogu o raporcie zapytałem współautora raportu, Piotra Jarosza, o to, w jaki sposób ustalona została sprzedaż tych sklepów. Dowiedziałem się wtedy, że bazowano na informacjach ze strony sklepów, a w przypadku odmowy udzielenia odpowiedzi bazowano na artykułach prasowych zwłaszcza w dzienniku "Rzeczpospolita".

Drugi współautor badania, Michał Grzechowiak, w komentarzu napisał: "My dysponujemy informacjami z pierwszej ręki. Rzecznik prasowy Komputronika podał nam informację o ubiegłorocznych przychodach sklepu Komputronik.pl, rzecznik Agito.pl podał nam informację o przychodach Agito.pl." No to przyjrzyjmy się "informacjom z pierwszej ręki". Kilka przykładów:

1) Intymna.pl

W tym artykule można przeczytać: "Intymna.pl miesięcznie obsługuje ok. 5 tys. zamówień. Według informacji podanych przez Andrzeja Jasienieckiego z MCI, sklep rozwija się w tempie 30% rocznie. Przychody firmy w w 2006 r. przekroczyły 2 mln zł."

No to bierzemy kalkulator i liczymy:

Rok 2006: 2 000 000 zł
Rok 2007: 2 000 000 x 30% = 2 600 000 zł
2 600 000 / 12 miesięcy / 5000 zamówień = 43,33 zł

Trochę mało. Wszystkie sklepy z bielizną jakie znam średnie zamówienie mają na poziomie 80-120 zł. Co więcej, Intymna do najtańszych nie należy. Jeśli wierzyć danym z raportu - sprzedaż Intymnej w 2007 roku wyniosła 5 mln złotych. W takiej sytuacji sklep rozwijałby się w tempie nie 30%, a 250% rocznie. Wtedy średnie zamówienie wyniosłoby w Intymna.pl 83,33 zł, co jest już prawdopodobne. Tylko komu wierzyć?

2) Agito.pl

W tym artykule można przeczytać: "Obecnie realizujemy ok. 1000 zamówień dziennie, a liczba ta systematycznie wzrasta."

I znowu bierzemy się za obliczenia:

120 000 000 zł (sprzedaż Agito w 2007 wg raportu) / 365 dni = 328 767 zł (sprzedaż dzienna)
328 767 zł / 1500 zł (szacunkowe średnie zamówienie) = 200 zamówień dziennie

Myślę, że średnie zamówienie w Agito może wynieść więcej np. 2000 zł, wtedy:

328 767 zł / 2000 zł = 164 zamówień dziennie

Trudno przypuszczać, żeby w okresie poświątecznym, w styczniu, sklep zaczął sprzedawać nagle pięć razy więcej.

3) Merlin.pl

Na stronie "o firmie" w Merlin.pl można przeczytać: "Codziennie odwiedza nas 100 tys. osób, składając kilka tysięcy zamówień dziennie. W 2006 roku sprzedaliśmy ponad 2 mln produktów, które zostały wysłane do ponad 70 państw na całym świecie."

Zakładając, że "kilka tysięcy" to 5000, a Merlin w 2007 wg wspomnianego raportu sprzedał produktów za 80 000 000 zł otrzymujemy:

80 000 000 zł / 365 dni / 5000 zamówień = 43,84 zł

Też bardzo mało.

Jeśli z kolei założyć minimalistycznie, że "kilka tysięcy" to 3000 to:

80 000 000 zł / 365 dni / 3000 zamówień = 73,06 zł

Kwota bardziej realna, ale też niska biorąc pod uwagę, że w asortymencie Merlina nie ma tylko i wyłącznie książek.

Nie twierdzę, że sklepy ujęte w raporcie podały fałszywe dane. Uważam jednak, że bazowanie tylko i wyłącznie na tych danych może być ryzykowne. Negując takie narzędzia jak Alexa czy Google Trends warto o tym pamiętać.

Bardziej dociekliwych zapraszam tu. ;-)

p.s. Gdybym się pomylił zapraszam rzeczników prasowych/pracowników sklepu do kontaktu ze mną. Chętnie opublikuję stanowiska sklepów.

poniedziałek, 24 marca 2008
Raport: E-commerce 2007
Raporty o stanie polskiego e-commerce wpisały się już na dobre w kalendarze firm badawczych i serwisów branżowych. Aktualnie na tym polu najaktywniej działa największy katalog e-sklepów w Polsce - Sklepy24.pl, który wziął udział przy kolejnym przedsięwzięciu tego typu.

Na koniec 2006 roku informowałem o pierwszym badaniu wykonanym przez Sklepy24.pl i Internetstandard.pl. Metodologia sprowadzała się wtedy do ankietowania sklepów internetowych dostępnych w bazie Sklepy24.pl. Podobnie jest i tym razem. Na najnowszą ankietę odpowiedziało 360 osób.

Jak poinformował mnie jeden z autorów raportu - Piotr Jarosz ze Sklepy24.pl - lepsze efekty osiągnięto w lipcu 2007 roku, kiedy to serwis Sklepy24.pl przygotował podobny raport we współpracy z Gemius. Właścicielom e-sklepów zadano wtedy więcej pytań, a odpowiedziało na nie ponad 500 e-sklepów. Można zatem przyjąć, że tamto badanie jest dokładniejsze. Niestety raport trzeba kupić.

Moje pierwsze wrażenie po pobraniu badania był większy profesjonalizm w porównaniu do poprzedniej edycji. Zadbano o szatę graficzną i znaleziono reklamodawców (konia z rzędem temu, kto mi wytłumaczy po co w takim raporcie reklamę kupuje Empik.com). Internauci zarzucali jednak nieczytelność raportu, co przez autorów zostało poprawione.

Swoim zwyczajem nie mam zamiaru analizować całego badania. Mam kilka uwag/spostrzeżeń, którymi chciałbym się z Wami podzielić:

1) Aż 42% przebadanych sklepów generuje sprzedaż poniżej 10000 zł. Jest to moim zdaniem związane z tym, że dla ponad połowy e-sklepów jest to tylko dodatkowy kanał dystrybucji (główna sprzedaż prowadzona jest w sklepie tradycyjnym), a także dlatego, że ponad połowa e-sklepów nie jest starsza niż 2 lata. Jest to jednak bardzo ważny sygnał, aby przy wyborze branży zwracać uwagę na marżę. Przy tak niskiej sprzedaży i niewielkiej marży ciężko będzie utrzymać się na rynku. Gra może okazać się niewarta świeczki.

2) Jak napisałem powyżej e-commerce to młoda branża. Kolejnym inwestorom jest to jak najbardziej na rękę. Można jednak napisać, że kilka lat temu była jeszcze młodsza, a od tego czasu praktycznie każdy sektor ma lidera, którego trudno będzie wygryźć z rynku. Nie mniej jednak nie znaczy to wcale, że jest już za późno.

3) Trochę nie rozumiem pisania o Agito jako o największym sklepie. Fakt, Agito sprzedaje najwięcej, ale jak można porównywać go z Merlinem, w którym średnie zamówienie jest kilka czy kilkanaście razy niższe? Znacznie bardziej miarodajnym kryterium byłaby liczba zrealizowanych zamówień. Podobnie z dynamiką wzrostu sprzedaży. Moim zdaniem nie ma sensu porównywać w tym elemencie np. wspomnianego Agito z Merlin.pl. To zupełnie inne branże, inny sektor, inna faza cyklu życia sektora... Takie porównania mają sens tylko w przypadku bezpośrednich konkurentów, czyli np. Komputronik.pl-Sirius.pl.

4) Właścicieli e-sklepów zapytano o to co ich zdaniem wpływa na zaufanie do sklepu. Z tego co widzę żaden nie odpowiedział, że może być to dostępność produktu. Zwracają na to uwagę jednak sami klienci - dla 71% z nich idealny sklep to taki, który realizuje zamówienia do 48h. Co ważne, wzrasta liczba sklepów, które decydują się na przechowywanie towaru we własnym magazynie (po części ma to na pewno związek z posiadaniem sklepów tradycyjnych). Wzrosła jednak liczba sklepów, które magazynu nie posiadają w ogóle. Warto zdać sobie sprawę z tego, że asortyment dostępny od zaraz może być świetną przewagą konkurencyjną zwłaszcza w sytuacji, kiedy naszych konkurentów nie stać na podobny ruch. To doskonały element na Unikalną Cechę Oferty.

5) Odsyłam także do komentarzy pod raportem, a w szczególności komentarza "Wolfa", który podejmuje temat metodologii.

Cały raport do ściągnięcia tutaj (plik zip, 4,38 mb).

sobota, 27 października 2007
Hipermarket - Merlin.pl
Jeszcze w maju pisałem o tym, że Merlin.pl przejął sklep z elektroniką E-cyfrowe.pl. Przedstawiciele sklepu dawali wtedy jasno do zrozumienia, że to dopiero początek realizacji szerszej strategii. Merlin, który powstał jako księgarnia, od kilku lat przeobraża się w hipermarket.

Zapowiadane na jesień tego roku kolejne działy niedawno ujrzały światło dzienne. Od około tygodnia Merlin to nie tylko książki, muzyka, film, zabawki i multimedia. Tuż przed najgorętszym okresem w roku dla e-handlu uruchomiono działy z kosmetykami, jak i produktami dla domu i ogrodu. Jeśli dodać do tego elektronikę we współpracy z E-cyfrowe.pl gołym okiem można zauważyć, że Merlin zmierza w kierunku Amazon.com.

Nowe działy spowodowały oczywiście zmiany w prezentacji oferty. Przebudowie uległa strona główna, zmieniono także nawigację. Główne menu nawigacyjne znajduje się zawsze po prawej stronie ekranu, można je także znaleźć na górze strony w postaci menu rozwijanego. Interesującym rozwiązaniem jest zaprezentowanie linków do konkretnych podkategorii w sklepie, otoczonych ramką, w czołowym miejscu sklepu. Z założenia mają one odsyłać do miejsc w danym okresie czasu najbardziej interesujących odwiedzających sklep. Pytanie, czy użytkownicy zrozumieją te intencje i nie będą mylić tych odnośników z menu głównym. Każdy dział ma także swoje indywidualne kolory. Trzeba przyznać, że wizualnie Merlin wygląda znacznie atrakcyjniej od nieco ascetycznego, ale przez to przejrzystego Empik.com.

Innym nietypowym, ale moim zdaniem właściwym rozwiązaniem jest zarządzanie wszystkimi działami od strony marek. Zastosowano tu tzw. marki hybrydy takie jak Merlindom.pl, Merlinbeauty.pl, czy Merlinmuzyka.pl etc. To oczywiście nie tylko nazwy działów, ale także konkretne adresy WWW, pod którymi można znaleźć odpowiednie działy sklepu. Wydaje się, że zastosowanie marek hybryd jest najlepszym wyjściem w takiej sytuacji. Po pierwsze, stworzone zostały nowe marki w oparciu o markę najważniejszą - Merlin - to umożliwia korzystanie tylko z niektórych działów sklepu bez konieczności przechodzenia przez cały sklep. Po drugie, marka Merlin jest na tyle silna w sieci, że tworząc na jej bazie nowe marki można od samego początku generować sprzedaż. Po trzecie, takie nazewnictwo działów ułatwia klientom zidentyfikowanie np. sklepu z kosmetykami Merlinbeauty.pl jako miejsca godnego zaufania (znowu mam na myśli siłę marki Merlin.pl). Innymi słowy, poprzez takie rozwiązania można zbliżyć do sklepu użytkowników, którzy w jakiś sposób znają i kojarzą Merlin, nie dokonywali tam wcześniej zakupów, a są zainteresowani którymś z działów.

W grudniu zeszłego roku zaprezentowałem na blogu koncepcję z książki "Triumf i klęska dotcomów. 11 niezmienny praw budowania internetowej marki", której autorzy zdecydowanie sprzeciwiają się poszerzaniu asortymentu w oparciu o jedną markę (typowy przykład: Amazon). W przypadku Merlina zastosowano rozwiązanie pośrednie. Generalnie poszerzanie asortymentu z pewnością osłabia pozycję Merlina jako księgarni internetowej. To właśnie Merlin jako księgarnia internetowa stał się najpopularniejszym sklepem internetowym. Kolejne działy takie jak muzyka, film, czy multimedia cały czas utrzymywały się w konwencji księgarni, nowoczesnego "internetowego salonu kulturalnego", odpowiednika tradycyjnego Empiku w sieci. Krzysztof Jerzyk, prezes Merlin.pl, nie ukrywa w jakim kierunku zmierza sklep. Ma to być moloch, gdzie będzie można kupić wszystko. Cel doraźny? Z pewnością zwiększenie sprzedaży, umacnianie pozycji lidera wśród e-sklepów (Empik w 2007 roku zwiększy sprzedaż o 300% w stosunku do roku poprzedniego). Zapewne Merlin musi także wykazać się na różnych polach w kontekście ewentualnego wejścia na giełdę, do której jednak sklep nie spieszy się tak bardzo jak inni.

Po raz kolejny w tego typu dywagacjach pojawia się sprawa tego, jak w przyszłości będzie wyglądać sprzedaż w sieci. Czy koszty wysyłki pozostaną silną barierą, która będzie zniechęcać internautów do kupowania różnych produktów w wielu miejscach? Czy niewielkie sklepy będą potrafiły zatrzymać klientelę przed jej odpływem do e-hipermarketów takich jak Merlin?

We "Wproście" z 21 października, w artykule "Hipermarket e-Polska" można wyczytać, że "aby osiągnąć sukces w sprzedaży internetowej, wystarczy skopiować pomysł, który sprawdził się w USA". Autorka tekstu trochę przesadziła, chyba trzeba trochę więcej. Z pewnością jednak to co w Polsce robi Merlin w wielu aspektach jest kopią tego co na świecie robi Amazon. Jaki będzie efekt pokażą kolejne lata.

Zobacz więcej:

- Merlin otwiera nowe działy - informacja prasowa,
-
Sklep internetowy, a asortyment,
- Merlin.pl przejął E-cyfrowe.pl.

poniedziałek, 22 października 2007
Kwestia Allegro [aktualizacja]
Raport "Struktura sprzedaży na Allegro.pl" napisany przez Michała Klara z pewnością daje do myślenia. Jako, że Allegro to ponad połowa polskiego e-commerce warto przyjrzeć się tym liczbom, bo na ich podstawie można prorokować dalsze wydarzenia na rynku e-handlu w Polsce.

Allegro powstało jako serwis aukcyjny, gdzie każdy chętny może sprzedać np. zalegającą mu na półce książkę. Sprzedać miał ją za jak najwyższą cenę w drodze licytacji pomiędzy wszystkimi chętnymi. Taka jest generalna idea serwisu aukcyjnego. Jednak tak nie jest już od dawna. Allegro to w tej chwili:

a) miejsce, gdzie 82,3% produktów jest sprzedanych poprzez opcję Kup Teraz, czyli po stałej cenie, tak jak w zwykłym e-sklepie,
b) miejsce, gdzie 79,1% łącznej sprzedaży jest generowana poprzez opcję Kup Teraz,
c) miejsce, gdzie 73,1% sprzedanych produktów jest nowych (nieużywanych).

Co więcej, liczby te z roku na rok rosną. W 2005 roku stosunek aukcji typu Kup Teraz do aukcji z licytacją wynosił prawie 50-50. Dzisiaj, jak już napisałem, stosunek wynosi niespełna 80-20.

Jaki wniosek można wysnuć? Allegro można uznać za platformę, gdzie sprzedają ludzie żyjący z e-handlu lub ci, którzy mają do tego aspiracje. Jest to twór, który zrzesza wiele nieformalnych e-sklepów o trudno rozpoznawalnej marce. To z kolei rodzi kolejne pytania.

Fakty są takie, że na rynkach znacznie bardziej rozwiniętych niż Polska aukcje internetowe stanowią tylko około 20% łącznej sprzedaży w handlu internetowym. Reszta przypada na e-sklepy i inne serwisy związane z e-commerce. Biorąc pod uwagę, że nasz rynek prędzej czy później upodobni się do tych bardziej rozwiniętych można spróbować przewidywać co stanie się na przestrzeni kilku najbliższych lat.

Po ruchach QXL Holding, grupy, do której należy m.in. Allegro, widać, że te dane dają im do myślenia. Na początku tego roku ogłoszono przejęcie czołowej polskiej porównywarki cen - Ceneo.pl. Pod koniec czerwca z kolei przejęto platformę e-sklepów Istore.pl.

Na temat tej drugiej transakcji nie wiadomo póki co zbyt wiele. Być może będzie to odpowiednik Ebay Stores, czyli rozwiązanie, które w lepszy sposób wyeksponuje markę danego sprzedawcy, a sprzedawca będzie uiszczał stałe opłaty miesięczne. Ze szczątkowych informacji, jakie udało mi się znaleźć (biuro prasowe Allegro milczy) można przewidywać, że może być to rozwiązanie, które pozwoli sprzedawcom taniej zaoferować dużą liczbę produktów. Aktualnie dla wielu nie jest to opłacalne z powodu kosztów wystawienia aukcji.

Póki co Allegro zdecydowało się na prezentację ofert z porównywarki Ceneo na stronach podkategorii takich jak telewizory, czy mp3. Choć jest to duży ukłon w stronę kupujących (większy wybór towarów), sprzedawcy są oczywiście niezadowoleni. Trudno się dziwić - płacą dodatkowe pieniądze, aby lepiej wyeksponować swoje aukcje, podczas gdy Allegro w bardziej zauważalnym miejscu odsyła do Ceneo.

Nad dalszym losem Allegro zastanawia się na swoim blogu Konrad, który prorokuje marginalizację aukcji na rzecz e-sklepów lub powrót Allegro do korzeni (serwisu aukcyjnego).

Z kolei Rafał Agnieszczak, założyciel konkurencyjnego serwisu aukcyjnego, Swistak.pl w komentarzu do tej notki przekonuje, że serwisy aukcyjne czeka przeobrażenie i nie powinny one tracić rynku na rzecz typowych e-sklepów.

Najprawdopodobniej te przeobrażenia w przypadku Allegro niedługo nastąpią. Zresztą nie tylko w przypadku Allegro, zmiany na Swistak.pl też zostały już zapowiedziane.

To na czym moim zdaniem najbardziej powinno zależeć w tej chwili serwisowi takiemu jak Allegro to przekonanie swoich dużych sprzedawców do tego, żeby nadal byli związani z tym serwisem i nie szli "na swoje" zakładając własne e-sklepy. W chwili, kiedy publikuję ten artykuł swoją oficjalną premierę ma serwis E-commerce.onet.pl, który umożliwia uruchomienie własnego sklepu na... platformie IStore.pl. :-) Wygląda na to, że tak czy siak zarobi QXL. W obu przypadkach chodzi o niewielkich (pod względem obrotów) sprzedawców, którzy mogą nie mieć na tyle siły przebicia, aby stworzyć dobrze prosperujący sklep internetowy.

Generalnie temat jest znakomitym kąskiem do dyskusji, co widać chociażby po komentarzach pod tym tekstem. Dajcie znać co o tym myślicie?

Aktualizacja:

Dostałem maila z cytatem ze Spotkania Allegro, w jaki sposób Allegro planuje rozwijać sklepy internetowe w swoim serwisie. Wyglądać miałoby to tak:

"Sklepy Allegro" dla sprzedających w branżach, gdzie nie wszystkie towary są "szybkozbywalne", a wiele musi czekać na klienta. Przykłady: muzyka na płytach CD, filmy DVD, książki. Obecnie mniej popularnych produktów często nie opłaca się wystawiać na Allegro - koszty są zbyt wysokie. Model cenowy Sklepu zakłada tymczasem, że taki towar jest wystawiany za darmo (lub prawie za darmo), Sprzedający ponosi koszt utrzymania (abonament) i płaci dopiero, gdy towar się sprzeda (prowizja).

Jednocześnie towar nie jest widoczny w kategoriach ani w zwykłej Wyszukiwarce - w znacznym stopniu to sam Sprzedający musi zadbać o to, by sprowadzić Kupujących do swojego Sklepu.

Opłaty dotyczących sklepów allegro - 25 zł mc, niższe opłaty za wystawienie, wyższe prowizje od sprzedaży dla "sklepów", czas trwania oferty sklepów do maksymalnie 30 dni.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6